W swojej nieuleczalnej naiwności wydawało mi się, że w naszym przypadku temat jest bardzo odległy, i że zdobyte informacje nieprędko pozwolą się skonfrontować z rzeczywistością.
O tym, w jak dużym byłam błędzie dowiedziałam się już kilka dni później. . .
- Mamooo, a Tasza umarnie?
- Tak kochanie - odpowiedziałam pełna obawy, jednak absolutnie przekonana, że dzieci kłamać nie wolno.
- Jurto?
- Nie Jula, nie jutro. Umrze jak będzie bardzo stara, teraz jeszcze nie.
Koniec. Zero histerii, zero pytań co dalej. Cisza.
Na epizod drugi czekałam zaledwie kilkanaście godzin. . .
- Mamoo, a jak Tasza umarnie, to kupimy sobie kotka?
- Słucham? - zapytałam z niedowierzaniem.
- No jak Tasza umarnie, no wies, jak juz bendzie stara, to kupimy kotka:) Dobra?? - Zapytała podekscytowana swoim fantastycznym pomysłem Jula.
- No nie kochanie, nie kupimy kotka, mama jest uczulona na kotki. . .
- Skooooda. . .
Kilka dni później okazało się, że nie tylko Tasza "umarnie" . . .
- Mamoo, córecka mi umarła, ta na niby, Majecka, wies?
- Jak to umarła?
- No umarła, ale nowom mam wies? Zuzinke! Faajna jest:) Mamo, ona potrafi sama wchodzić na schody!
Powinnam się obawiać kolejnej części?
Photos by ciocia Aneta

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz