niedziela, 11 listopada 2012

O tym, że nie taki diabeł straszny...

Kilka tygodni temu miałam przyjemność uczestniczyć w mądrej pogawędce na temat tego, jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci.

W swojej nieuleczalnej naiwności wydawało mi się, że w naszym przypadku temat jest bardzo odległy, i że zdobyte informacje nieprędko pozwolą się skonfrontować z rzeczywistością.
O tym, w jak dużym byłam błędzie dowiedziałam się już kilka dni później. . .


- Mamooo, a Tasza umarnie?
- Tak kochanie - odpowiedziałam pełna obawy, jednak absolutnie przekonana, że dzieci kłamać nie wolno.
- Jurto?
- Nie Jula, nie jutro. Umrze jak będzie bardzo stara, teraz jeszcze nie.


Koniec. Zero histerii, zero pytań co dalej. Cisza.

Na epizod drugi czekałam zaledwie kilkanaście godzin. . .

- Mamoo, a jak Tasza umarnie, to kupimy sobie kotka?
- Słucham? - zapytałam z niedowierzaniem.
- No jak Tasza umarnie, no wies, jak juz bendzie stara, to kupimy kotka:) Dobra?? - Zapytała podekscytowana swoim fantastycznym pomysłem Jula.
- No nie kochanie, nie kupimy kotka, mama jest uczulona na kotki. . .
- Skooooda. . .


Kilka dni później okazało się, że nie tylko Tasza "umarnie" . . .

- Mamoo, córecka mi umarła, ta na niby, Majecka, wies?
- Jak to umarła?
- No umarła, ale nowom mam wies? Zuzinke! Faajna jest:) Mamo, ona potrafi sama wchodzić na schody!


Powinnam się obawiać kolejnej części?

Photos by ciocia Aneta

sobota, 10 listopada 2012

O tacie i o tym, że dzieciom nie zadaje się głupich pytań ...


- Mamoo, bo ja jestem pseckolakiem a ten chłopcyk jest mały, to pewnie chodzi do złobka, co?
- Pewnie tak... chyba, że tak jak ty kiedy byłaś maleńka, zostaje z babciami.
- Z babcią Hanią było faaajnie :) i z babcią Ewelinką tez było fajnie!
- Ale teraz w przedszkolu też jest super!
- Nooo! Fajnie jest :)
- A fajniej to było z babciami, czy teraz z dziećmi w przedszkolu?
- Z tatom jest najfajniej!
- No jasne:) Ale pytam, czy fajniej jest zostać w domu z babcią, czy iść do przedszkola?
- Bo tate to ja kocham najbaldziej!!! :)
- No wieeem :) Ale Jula, przedszkole czy babcie?
- Tate to ja kocham kocham kocham!!!!


 
 
 




Photos by wujek Artur & Mama

sobota, 13 października 2012

O przyjaźni...

Jest w życiu kilka rzeczy, których w żaden sposób
przecenić się nie da.
Tak, tak - każdy jest inny, każdy ma inne doświadczenia, priorytety, wartości. . .
Ale trzon jest nienaruszalny.
Rodzina i Przyjaciele.

Ci pierwsi są jak stała.
Stała, która jest źródłem miłości, tożsamości, bezpieczeństwa.

Ale dzisiaj o tych drugich.

Życie bez nich byłoby jak oddychanie na pół gwizdka,
jak czarno-biała tęcza, rosół bez makaronu. . .
Trudne, smutne, bez sensu.

Są naszym absolutnym dopełnieniem.
Ich radości potrafią cieszyć bardziej niż własne, ich problemy spędzać sen z naszych powiek.

Są najlepszymi słuchaczami, choć zwykle rozumieją nas bez słów.
Najsprawiedliwszym sędzią, który bez względu na werdykt natychmiast stanie w naszej obronie.

Wiedzą o nas więcej niż my sami i nie przeszkadza im to uznawać nas za doskonałych;)

To jak zakochanie. Permanentne.
Niech trwa:)








photos by proksaphotography.com

czwartek, 27 września 2012

O edukacji i adaptacji...

No to się zaczęło. . .
Po ponad trzyletniej domowej labie, podrasowanej babciną miłością, Potwór nasz jedyny i najwspanialszy wpadł w wir edukacji :)

Pierwsze dni nie były łatwe... Trzy absolutnie melodramatyczne rozstania z tatą w przedszkolnej szatni pokroiły rodzicom serca. . .

Jakżą ulgę przyniósł dzień czwarty, kiedy to przez całkowity przypadek okazało się, że szatniowe melodramaty zasługują na Oskara. . .  Krokodyle łzy wysychają bowiem w minutę po wejściu do sali, a przenikający krzyk ustępuje zwyczajowemu słowotokowi. . .

I serca rodziców zaczęły się zabliźniać ;)

Kolejne dni obfitowały w kolejne ciosy, okazało się bowiem, że przedszkolak - świeżak, zamiast rzucać się na szyję umordowanej, niemal sapiącej z pośpiechu matce, krzyczy z drugiego końca sali: "Mamo! Ale ja jesce nie idę, jesce się pobawię, co??"

Przedszkolak się zaadaptował. Czas na mamę... jeszcze kilka dni, i zamiast gnać z jęzorem na wierzchu do przedszkola, usiądzie na moment po pracy, napije się kawy, złapie oddech a potem podąży z uśmiechem po jeszcze bardziej uśmiechniętego świeżaka - przedszkolaka :))



poniedziałek, 24 września 2012

o tym, co do szczęścia jest potrzebne... (wakacyjnych przemyśleń ciąg dalszy)


Przepis na szczęście:

Mama (najukochańsza, rzecz jasna)
Babcie (najfantastyczniejsze na świecie - mamy świadków!)
Przyjaciel (w przyszłości mąż - to postanowione)
Ciocia Agata (zwana również mamą Igorka)
Tata (komentarz wydaje się zbędny)
Wujek Marek (inaczej tata Igorka)

do tego:

piasek, woda, lody w wafelku, frytki na obiad, plac zabaw, dinozaur, melex i autobus miejski.

Pierwszy turnus, prawie babski, absolutnie doskonały -
konfiguracja mamowo-babciowa okazała się wystrzałowa!
Babcie bowiem są wyjątkowe. (kto ich nie zna, niech żałuje!)


Drugi turnus, koedukacyjny, przefantastyczny -
konfiguracja mamowo-tatowa? szczyt szczęścia absolutnego!
Więcej głowy Potworków mogłyby nie ogarnąć!
(mama i tata w komplecie są jak lody w lecie ;) )


Atrakcji było jak piachu na plaży, miłości jeszcze więcej:)
I co z tego, że nie upalnie? I co, że spadło trochę deszczu?
W sam raz było! Nawet lepiej niż w sam raz! Sami zobaczcie!





 
 
Kacze Stawy, lipiec/sierpień 2012, photos by mama

poniedziałek, 30 lipca 2012

o Euro 2012...

- tato, tato, a my mamy takom piłke golnom? bo jak nie mamy, to musimy kupić. . . koniecnie
- jaką piłkę?
- no golnom. . .
- ale Juluś, nie ma takiej piłki. . .
- jeeeest
- to jaka to jest piłka, bo ja nie wiem
- no taka co sie niom gole scela!

niedziela, 15 lipca 2012

O kolomotywie. . .

A tate to kocham jak kolomotywa!
Bo kolomotywa jest wieeeelka!
Kolomotywa ciongnie duuuuzo wagonów!
No. . . wielka jest. . .
Tate kocham jak lomokotywa!










piątek, 8 czerwca 2012

O savoir-vivre...

- Babsiu..., ale ty mas pięknom spódnice!
- taaak?
- nooo. . . ja takiej pięknej spódnicy jesce nie widziałam!
- yhmmm (babcia się uśmiecha)
- babsiu. . . ale powiedz dziękuje!
- dziękuję kochanie:)
- a nie ma zia cio.


sobota, 19 maja 2012

O tajemnicy...

- Jula, pocałuj tatusia w karczek:)
- cioooo???
- no pocałuj tatusia w karczek
- cioooo? nie słyse! dlacego mówis tak cicho?
- bo to tajemnica..
.- to??? nieeeee, to jest tata :/

czwartek, 17 maja 2012

O bardzo intensywnym długim weekendzie...

To był fantastyczny majowy, długoimprezowy weekend!
Zaczęliśmy od fantastycznego przyjęcia urodzinowego w ogrodzie dziadków Wacków. . .


Photos by wujek Jędrek



Następnie przyszedł czas na przecudny kinderbal w ogrodzie dziadków Jacków. . .


Photos by ProxTeam

Prezentowo - zabawowe szaleństwo :) Dziękujemy i zapraszamy za rok!!!


PS.

- Mamooo, a wies ze lenifce som powolne??
- Taaak?
- No. Powaga.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

O marzeniach trzylatka...

Marzenia trzylatka...
Marzenia trzylatka są absolutnie fantastyczne ponieważ można je w miarę latwo spełnić:)
Płacząca lala ze smoczkiem, ruszająca oczkami (nie, nie tak jak nasze lale sprzed lat, ta leży i mruga a do tego rusza ustami, normalnie Chucky!),  do lali wózek, koniecznie głęboki i koniecznie z budą. . .


Mamooo, ale jak bende mieć te urodziny, to dostane lale? Mamo. . . ale takom ze smockiem, dobzie? Mamoooo, i ten wózek. . . duzy, i z budą, mamoooo. . . tak?


Nie wiem, kto cieszy się tym wszystkim najbardziej. Jula, która dzisiejszy dzień - absolutnie cały - chce spędzić na spacerze z wózkiem i lalą? dziadkowie, którzy podarowali jej te cuda? czy my, patrząc na eksplozję radości, błyszczące oczy i totalne zatracenie Juli w opiece nad ryczącą Jagódką. . .


- Mamooo. . . zaś rycy. . .
- no słyszę kochanie
- smocka jej dam
- daj
- psestała. . . mamooo, włąc jom na nowo!


- rycy znów. . . no. . .
- słyszę
- smocka jej dam, wies?
- tak, daj
- psestała. . . no! śpi:) . . . mamooo, włąc jom, co?


- płace znów
- no płacze. . .


. . .


- Jula, a te prezenty to ładne dostałaś?
- no. . .
- o takich marzyłaś?
- no. . .
- to Ci ale dziadkowie sprawili niespodziankę!
- no. . . chyba mnie kochajom, wies?




Sto lat Juleńko !!!!



Elements: happyvalentinesday - Small Wingles Shop

Photos by mama

piątek, 30 marca 2012

O Taszy w lesie....

Szanowni Państwo, przed Państwem dzieło najwyższej klasy!

To jeden z pierwszych, malarskich wyczynów artystki. Obraz powstał w marcu 2012 roku.
Fantastyczne nawiązanie do światowych klasyków, na pierwszy rzut oka widać fascynację Chagallem i Van Goghiem, nie sposób przeoczyć nawiązań do sztuki Picassa.

Przed Państwem - "Tasza w lesie w okularach słonecznych".



Elements: happyvalentinesday - Small Wingles Shop
Photo by mama

piątek, 16 marca 2012

O tym, że nieładnie innym w pracy przeszkadzać ;)

Mamowo-Julowe, kąpielowe dialogi na cztery nogi:


- Julaaa. . . wiesz, że mama Cię kocha??
- yhmmmm. . . (J. obsesyjnie mydli ręce)
- Julaaa. . . a wiesz jak mocno??
- yhmmm. . . (mydli. . .)
- jak stąd do nieba i z powrotem, wiesz?
- wiem, wiem. . . ale mamo, ja nie moge telaś lozmawiać... ziajenta jestem.

niedziela, 11 marca 2012

O tym, jak minęły ferie.

Zimowy post okolicznościowy, feriowy czy feryjny (zwał jak zwał) nie chciał się jakoś napisać. . .
weny jakoś brak. . . tłumaczę sobie to tym, że absolutna jej całość została zużyta do przygotowywania  superekologicznych bulionów i vegety;) Tak, tak, dobrze czytacie!  Glutaminianie - drżyj!!!
I pomimo tego, że brzmi to wszystko raczej absurdalnie, stało się - ekomamy baczność! Konkurencja nadchodzi ;)
Pewnie nigdy w życiu bym się za to nie zabrała, ale po pierwsze - dla Potwora wszystko, po drugie - z przyjaciółką wszystko, po trzecie - przepis był naprawdę zachęcająco banalny. Udało się, bulion wołowy i drobiowy powalają aromatem a zdrowa vegeta smakuje całkiem jak ta mniej zdrowa:)


Ale wróćmy do ferii. W telegraficznym skrócie - było mega zimno na dworze i mega ciepło w domu.
Na dworze, bo nawiedziły nas minus cholerawie ilu stopniowe mrozy, w domu, bo w Olszynach zawsze ciepło (i nie ma z tym nic wspólnego ogrzewanie).
Agata, Marek, Igor, Madzia, Paweł - kochamy Was i dziękujemy! Całą resztę Olszyn całujemy! Przyjedziemy zaś!!!
A najepiej jakbyśmy się tam gdzieś do Was przeprowadzili. O! :)





                                                 photos by Madzia:)

sobota, 10 marca 2012

O sztuce przez duże "S"

   Dzisiaj zamiast słów obrazy i dźwięki... Zapraszamy na wystawę i na występ :)

O pewnym małym misiu... Bajka dla Ciebie - luty 2012

W zielonym lesie, na cudnej słonecznej polanie stał śliczny drewniany domek. Za domkiem rozlegał się zapierający dech w piersiach widok na lazurowe jezioro. Wokół rosło mnóstwo kolorowych kwiatów, krzaczków pełnych soczystych jagód i malin oraz aromatycznych ziół.


W drewnianym domku mieszkali Pan Miś i Pani Misiowa.
Byli bardzo szczęśliwi, mieli swój śliczny domek, wielu przyjaciół, ale przede wszystkim baaardzo się kochali.


Mieli też jedno wielkie marzenie - żeby w ich życiu pojawił się mały kochany Miś.


Pan Miś i Pani Misiowa radośnie i cierpliwe czekali na dzień, kiedy w brzuszku misiowej mamy zamieszka mały lokator. Jednak pomimo upływu kolejnych dni, tygodni, miesięcy, mały Misio nie pojawiał się na świecie. . .


Pan Miś i Pani Misiowa nieco posmutnieli, nie potrafili pogodzić się z tym, że ich rodzina się nie powiększa - przecież tak bardzo tego pragnęli! Tak bardzo się starali! Tak bardzo chcieli pokochać małego Misia!


Ich pragnienie było tak wielkie, że postanowili poszukać pomocy. Udali się do najlepszego lekarza w lesie - profesora Sowy. Profesor Sowa wysłuchał spokojnie ich historii, podrapał się w swą mądrą głowę i rzekł:
- Dobrze, że Państwo do mnie przyszli, zrobię wszystko żeby Wam pomóc! Tutaj macie spis zaleceń, przestrzegajcie ich, mam nadzieję, że wkrótce doczekacie się małego MIsia!


Pan Miś i Pani Misiowa wracali do domu z radością, byli pełni nadziei, czuli że zbliżają się do spełnia swojego największego marzenia!


Niestety. . . Mijały kolejne miesiące, w lesie rodziło się mnóstwo małych zwierzątek: mała Sarenka, mały Zajączek, mały Krecik, ale ciągle nie pojawiał się mały Misio. . .


Po kilku kolejnych wschodach i zachodach słońca Pani Misiowa powiedziała:
- Kochany Misiu, cała nadzieja w profesorze Sowie, musimy pójść do niego raz jeszcze. . .


Profesor Sowa zobaczywszy po raz kolejny Państwa Misiów posmutniał, wiedział jak bardzo cierpią, czekając na ukochane maleństwo. Zbadał dokładnie Panią Misiową i Pana Misia, wziął najgrubszą i najmądrzejszą ze wszystkich swoich książek i zaczął ją przeglądać.
Trwało to długo, a im dłużej to trwało tym bardziej Profesor drapał się po swojej mądrej głowie. W pewnej chwili zamknął książkę i powiedział:
- Wiem już jak Wam pomóc!
I wytłumaczył Państwu Misiom wszystko co przeczytał w mądrej książce. Ich buzie jaśniały z każdym jego słowem a smutek ustępował miejsca nadziei. . .


Po kilku dniach, zgodnie z zaleceniem Profesora Sowy, Pan Miś i Pani Misiowa przybyli do leśnego szpitala. Ich serca przepełniała radość, bowiem przyszli tam po małego Misia!
Pani Misiowa położyła się na wygodnym hamaku a Pan Miś trzymał ją za łapkę i ciepło się uśmiechał. Profesor poprosił rodziców o magiczne nasionka - jedno od Taty Misia, jedno od Misiowej Mamy i połączył je. Chwilkę później włożył mamie do brzuszka najcenniejszą kruszynkę na świecie. . .


Tego dnia mały Misio zamieszkał w brzuszku swojej Mamy. Jego rodzice czekali na niego, kochając go z dnia na dzień coraz bardziej! Mama śpiewała mu kołysanki a Tata czule głaskał jej rosnący brzuszek.


Po kilku miesiącach na świecie pojawił się najwspanialszy, najsłodszy i najbardziej wyczekiwany mały Miś! Radość w domu Misiów była tak wielka, że nie da się jej wyrazić słowami!


Spoglądając do kołyski, Mama i Tata Miś myśleli często, jak trudna była ich droga do szczęścia. Byli dumni, że pokonali wszystkie przeciwności i spełnili swoje największe marzenie - marzenie o miłości, miłości do najwspanialszego, najbardziej wyczekiwanego na świecie i najukochańszego małego Misia.

 


O tym, co słychać zimową porą - styczeń 2012

A wydawało mi się, że całkiem niedawno coś tutaj pisałam... Wstyd mnie ogarnął nieziemski...

Dzisiaj garść zimowych konkretów.

Zbliżały się święta... w ramach magicznych przedświątecznych przygotowań:
- Poszerzyłyśmy Twój estradowy repertuar o jedną kolędę, jedną zimową piosenkę i najkrótszy wierszyk świata - o bałwanku.
- Posprzątałyśmy chałupę (magia świąt, taaaa...). Dla ścisłości - matka sprzątała, Ty kochanie wywracałaś sprzątaną aktualnie część domu do góry nogami.
- Popiekłyśmy ciasteczka korzenne, pierniki i piernik.  Następnie co popieczone...
- Polukrowałyśmy - mama strasznie się z tym zawsze paćka, magia trwa pierwsze pięć pierników, przy 7. zupełnie się o niej zapomina, przy 70. klnie się w duchu i składa przysięgę, że to ostatni raz. Za to efekty urocze - od dzieł godnych Picassa (talent Twój - córko moja - docenią jedynie koneserzy...) do całkiem udanego hello kitty, przez całą masę aniołków, serduszek, misiów i tym podobnych świątecznych cudów.
- Przygotowałyśmy poczęstunek dla "Świętowego Mikołaja" - było ciepłe mleczko i pyszne pierniczki:) Mikołaj wsunął wszystko co zostawiłyśmy mu na parapecie, w zamian
zostawił cuuudny prezent - piżamkę z hello kitty! Piżamkę, której już podczas "pierwszego ubrania" wyznałaś miłość :)
- Upiekłyśmy zasługujące na oddzielny punkt domowe lubisie (to w ramach pracy nad byciem matką idealną;) ) Tata zjeździł pół województwa szukając odpowiednich form,
mama piekła, nadziewała, malowała pyszczki, brzuszki i co tam jeszcze misiek ma. Twoja wdzięczność ograniczyła się do szczerości - "Mama! niedoble!!!"
- Ustroiłyśmy choinkę - w tym roku tonie w suszonych pomarańczach, limonkach, cynamonie i piernikach. Wśród nich pięć bombek wglądających jak pół przysłowiowej d... zza krzaka - no cóż, dziecku się nie odmawia;) Na szczęście po dowieszeniu kolejnych kilkunastu całość zaprezentowała się nadspodziewanie dobrze :) Magia strojenia choinki byłaby większa, gdyby nie uczulenie mamy na choinkowe soki (ałaaaaa) oraz wiele, baaardzo wiele obrzydliwych białych robali, które zamieszkały w puszce z piernikami z zeszłorocznej choinki (jak mogłam wpaść na pomysł, żeby je schować?!?!).
- Okiełznałyśy karpie - sztuk 4. Kpiły sobie ze mnie i szalały nieziemsko pomimo faktu, że teoretycznie były nieżywe. Tego dnia na obiad była pizza (dziadek
przywiózł te żywe trupy, kiedy właśnie zaczynałam gotować...) Nie tknęłam potworów zanim nie stały się porządnie nieżywe... No dobra, prawie wcale ich nie tknęłam, okiełznał je tata...


Warto było! Było cudnie! Choinka, prezenty, spotkania z bliskimi, Twoja ogromna radość - prawdziwa, dziecięca magia świąt!




 



Święta skończyły się zaraz po tym, jak się zaczęły... Na szczęście po nich mieliśmy zaplanowane kolejne atrakcje - najpierw wypad do cioci Agaty, potem Sylwestrowe szaleństwo w górach.

Do cioci Agaty dotarłyśmy z opóźnieniem, natomiast Sylwestra udało nam się zaliczyć w terminie :) I to jak zaliczyć! :)
Towarzystwo było wyśmienite, śnieg spadł na zamówienie ("Mamo! źnaleźliśmy zime!!!!" Widziś???), a Ty kochanie zaliczyłaś pierwszy prawdziwy ślizg na nartach!





o tym, co robi tygrys, a co słychać u żaby... - październik 2011

O tym, że Potwór o tolerancji nie słyszał... - październik 2011

 Hipik, jeden z najważniejszych członków naszej rodziny (do niedzieli odrobinę ważniejszy od mamy i taty) postanowił w niedzielę pobawić się z Fredem, kudłatym springerem babci, z rozpoznanym ADHD. Efekty owej zabawy okazały się opłakane. . . Hipiki przeszedł dwie operacje, pierwszą - ratującą życię i drugą - plastyczną.
Po zabiegach chirurgicznych i porządnej kąpieli wyglądał jednak (w oczach matki i mając na uwadze to jak wyglądał godzinę wcześniej) całkiem nieźle. . .
No i wszystko było pięknie - hipik w stanie stabilnym, matka dumna i blada - do czasu, kiedy Jula na widok hipika wydała z siebie rozpaczliwy krzyk - "hiiipik ma ałaaaaa!!! Nie cie hipiiiika!!!"


Na nic tłumaczenia, że hipika nie boli, że przecież Jula też miała strupki na kolankach, wszystko na nic. . .

Co było dalej? Potwór polamentował, strzepnął łzy i oznajmił, że idzie spać z lalą. Tak po prostu.

I co z tego, że z dnia na dzień problem umorusanego, niezastąpionego hipika bez którego nie było mowy o spaniu sam sie rozwiązał. Co z tego, że Potwór zasnął bez żadnego problemu z lalą, i to bez kciuka w buzi (bo hipik z kciukiem byli niewidzialnie połączeni). Co z tego, że to co wydawało się, że będzie traumą, spłynęło po naszej pierworodnej totalnie.

Co z tego, skoro rośnie mi tu pod nosem osobnik nieczuły i nietolerancyjny. . .
Zero toleracji, zero empatii, zero. . . A biedny, samotny hipik popłakuje cicho na parapecie. . .


O tym, ile dobrego może przynieść słowotok... - październik 2011

Typowa scena wieczorna - tata biega i sprząta bajzel poJulowy, mama z Julą w łazience, Jula sika (czytaj - siedzi na nocniku) a mama ładuje pralkę i relacjonuje dzień Julowej babci.
Kończymy sikanie, kończymy relację (tylko tata dalej sprząta), mama odkłada telefon na pralkę, leci jeszcze po koszulkę do prania co się ostała w sypialni, Jula kręci się po łazience w oczekiwaniu na kąpiel. . .
Pralka zaprogramowana, Jula wsadzona pod prysznic (nawet tata chyba skończył) - kąpiel czas zacząć!

Równie typowy jak powyższa scena jest słowotok kąpielowy Juli. Czasem owy słowotok przyjmuje formę minirecitalu - Jula prezentuj caaały swój zwierzyniec (o zwierzyńcu mowa będzie w kolejnym wpisie), czasem gada to bez ładu, składu i celu, żeby tylko gadać. . .
 - Mamooo. . . i pjanie się piezie, i piziamka się piezie. . . i pjanie bendzie ciśte i piziamka bendzie cziśta. . . I telefon sie piezie, i telefon bendzie ciśty. . . (STOP!, popłoch, odwrót, rzut okiem na pralkę, nie ma telefonu!)
 - Jula, jak to telefon???
 - Mamy telefon, bo, bo. . . bo bjudny był, wjesz??? I telefon się piezie. . . i telefon bendzie ciśty. . .



Chwała Bogu za dwustrefowy licznik prądu i programator pralki, który poczciwie czeka z jej wystartowaniem do magicznej, taniej 22.00. . .


Na deser najnowsze, wrześniowe dzieła wujka Artura i cioci Anety. Dziękujemy!!!


 photos by wujek Artur & ciocia Aneta

O tym, co się działo latem :) - sierpień 2011

Wakacyjne natchnienie ominęło matkę łukiem szerokim... Poczucie blogerskiego obowiązku nakazuje jednak popełnić przynajmniej mini fotorelację cudownie leniwych, letnich miesięcy. A było tak. . .

Pierwszego dnia odbyło się małe rozeznanie terenu. . . Fajny ten piasek, czy niefajny...? Po wstępnych oględzinach ustalono - Jasne, że fajny!!! Nie powiem, miewaliśmy momenty zwątpienia, ale chwila refleksji, zadumy, wsłuchania się w szum fal i pewność wracała . . . 
Gdyby jednak jakieś ziarenko zwątpienia postanowiło zakwestionować cudowność wolińskich plaż, wystarczy dodać in plus, że w tym magicznym miejscu ani tata, ani mama nie chodzą do pracy! I co? Ma ktoś jeszcze wątpliwości?? Niezdecydowanym (choć nie wyobrażamy sobie, że tacy są) dorzucamy gofra gratis ;)





O tym, kto pływa w basenie - lipiec 2011

      Wieczorne pogaduchy na kanapie:

- Mamaaaa... aa, eeeeee... (zmyślamy znaczy się) a małpka piwa, jeś?
- co małpka robi??
- piwa, w basienie!
- aaaa
- bo, bo, bo, eeeeee... bo baba tam jeś! Piwa małpka bo baba tam jeś!
- w basenie? w jakim basenie? gdzie jest ten basen
- eeee.... w tołebce!

O tym, jak to się człowiek uczy jeździć na rowerze :) - lipiec 2011

O tym, co w dwulatku piszczy :) - lipiec 2011

 Wakacyjny przegląd techniczny dwulatka:

- Potwór dwuletni ma 91 cm i waży jakieś 13 kg (pechowe trzynaście, trzynaście z którego trudno będzie ruszyć w górę, bo Potwór przestał jeść)
- Potwór dwuletni ma przyklejone do twarzy skrajne emocje,albo się szczerzy swoimi siedemnastoma zębiskami, albo strzela focha, którego przeoczyć nie sposób. . .
- Potwór dwuletni ma wiatr we włosach, bo o ile wcześniej wizytu u fryzjera były fajowe o tyle teraz są koszmarne :/
- Potwór dwuletni nie bywa czysty (w każdym razie nigdy nie dłużej niż 5 minut)
- Potwór dwuletni jest wiecznie pokiereszowany, kolana w całości tylko na zdjęciach z zeszłych wakacji ;)
- Gada to jak najęte, czasem po naszemu, czasem po swojemu. Hitem dwulatka jest wiersz o ślimaku i jego serze na totogi;)
- Przyłazi to w nocy do "tatajni", na lunatyka, tylko czekać aż po drodze kopułkę rozwali. . .
- Uparte to jak osioł, i nie ma że to tamto. . . ;)
- Potwór potwora w sobie karmi i dopieszcza, matka z ojcem kompletnie nie wiedzą, gdzie, kiedy i jaki popełnili błąd...wierzą naiwnie, że to bunt dwulatka i że jakimś cudem uda im się nie pozwolić na jego przejście w bunt trzy, cztero czy pięciolatka. . .

- Potwór dwuletni jest w tej swojej potworzastości najsłodszy na świecie, absolutnie do schrupania :)


 photos by wujek Artur

o cudownie prostej, dziecięcej logice... - maj 2011

Jula - Oooooo! totolot! leci!
Mama - gdzie??
Jula - nie jiiidać... wysioko...
Mama - aaa... Jula? a co jeszcze lata (matka rzecz jasna spodziewa się odpowiedzi typu pufa, tasiek czy coś w tym stylu)
Jula - (myśli, myśli, myśli...) iny... totolot :))


PS. Marsjanin odleciałł na Marsa :( Musiał mieć coś bardzo ważnego do załatwienia... Wierzymy, że kiedyś do nas wróci.

O tym, że ktoś ma dziaisaj urodziny :) 30 kwietnia 2011

www.babytv.com/birthday-train.aspx?comp=188751&step=play

O tym, jak silny potrafi być instynkt... - kwiecień 2011


Instynkt (łac. instinctus – podnieta, popęd) – dyspozycja biopsychiczna która powoduje, że osobnik w nią wyposażony zachowuje się w określony sposób, a także "wrodzona zdolność wykonywania pewnych czynności stereotypowych, niewyuczonych,
mniej lub bardziej skomplikowanych swoistych dla danego gatunku istotnych dla jego przetrwania".


Potwór nasz najukochańszy coś ostatnio gorzej sypia (a w międzyczasie sypiał już naprawdę dobrze!) Mama i Tata po analizie dogłębnej przyczyn snu gorszego, doszli do wniosku, że idą "piątki". Dojście do owego wniosku było tym razem o tyle prostsze,
że Potwór nasz przesłodki otwiera w nocy paszczę, pokazuje zęby i woła ziaziu i aaała...


No i pomysleli tak sobie - Mama i Tata - Chwała!!! Ostatni rzut!!! Po jedynkach, dwójkach, trójkach, czwórkach (a to wszystko przypominam, razy cztery) nareszcie koniec! Wylezą piątki i finito! Ufff....

Zaraz jednak po wybuchu euforii dogoniła Mamę i Tatę prawda najprawdziwsza... Jaki koniec?! Jakie finito!?
Wylezą piątki, będzie kilka miesięcy na złapanie oddechu i... zaczną wyłazić jedynki... ;)


W etologii (to taka mądra, badająca zachowania zwierząt dziedzina zoologii) instynkt definiowany jest jako wrodzona i dziedziczna zdolność zwierząt (łącznie z człowiekiem) do wykonywania ciągu zachowań napędzanych przez popędy, wywoływanych i kierowanych przez odpowiednie bodźce zewnętrzne, prowadzących do skutków koniecznych dla życia osobnika lub utrzymania gatunku.


Pozdrawiamy serdecznie! Mama, Tata, Jula i Mały Marsjanin :)))

O tym, jak nocnik rozwija mowę ;) 26.01.11.

Nocnik interaktywny, obiekt podziwu wszelkich ciotek i źródło dumy pomysłowej matki nie działa. . . w każdym razie nie działa tak, jak miał działać wedle założenia.

Jak nie sikaliśmy do nocnika, tak nie sikamy, ale za to... budujemy zdania złożone!
"Nie ma sisi, nie ma baji. . ." W zestawie wyraz twarzy z serii totalna olewka pt. "a wsadź se matka tę bajkę gdzie tam chcesz" ;)

Pozdrawiamy :)

O tym co u nas i o tym, co znaczy być normalnym... - styczeń 2011

No i mamy Nowy Rok! Niech będzie tak dobry jak poprzedni! (Dla tych, którzy poprzedniemu mają sporo do zarzucenia niech będzie o nieeeebo lepszy:)

Ale do rzeczy..
Wczoraj, czytając jednego z moich ulubionych blogów zrozumiałam, jaką katorgę urządzam wszystkim Bogu ducha winnym ciotkom, prosząc mojego osobistego Dziecio-Potwora o prezentowanie szeregu umiejętności, postrzeganych w świecie normalnych dorosłych jako co najmniej debilne. . .
Mowa o muczeniu, buczeniu, szczekaniu, kwakaniu i tym podobnym stękaniu, którymi to chlubi się każda normalna matka (zwracam szczególną uwagę na ogromną różnicę w znaczeniu słowa "normalny" w odniesieniu do dorosłego i do matki ;)

Biję się w pierś, strzelam se w łeb. . . robię to. . .
Wczoraj, dzięki wspomnianej wcześniej lekturze, po raz pierwszy zerknęłam na cały ten zestaw onomatopei z dystansu. . . ło matko!!!

Czy macierzyństwo ogłupia???
Zdecydowanie. . . Rzecz jasna, nie kompleksowo ;) Da się "z tym" żyć, a nawet pracować ;)
A że cała gama wyrazów dźwiękonaśladowczych sprawia więcej radości i satysfakcji niż awans w pracy? No sprawia! :) Kto nie przerabiał, niech tylko pomyśli - codziennie radocha jak przy podwyżce! Dobre? Fantastyczne! Do tego, w pakiecie oooogrom dystansu do wszystkiego co mniej ważne - bezcenne!

A że z krzyżówką w Przekroju ciężko jakoś ruszyć. . .  hmm. . . ;)

Wiadomości z frontu:
- Budujemy zdania! "Nie ma tati", "nie ma baji"!!! - najbardziej zachwyca mnie nie tyle składanie wyrazów, co ich odmiana! A mówią, że języka polska taka trudna ;)
- Trzykrotne mycie głowy nie usuwa z włosów zawiesistego kremu ochronnego...
- Rozpoczynamy od nowa walkę z siuśkami. Tajna broń to nocnik "interaktywny inaczej" -  jak sie siada to leci baja, jak się wstaje baja znika. . .
- W kwestii magicznej pięćdziesiątki, w potworzastym słowniku pojawiły sie między innymi: dzie? (gdzie?),  titaj (tutaj) i ciapa (czapa)


PS. Dla tych co mają strachy ;) Macierzyństwo nie jest nudne, to największa i najpiękniejsza przygoda życia :)
PS2. Wiecie jak robi wąż??? ;)

Na dokładkę obiecany kawałek naszej noworocznej przygody





 photos by ciocia Aneta & wujek Artur

O tym, że idą Święta i o całej reszcie - grudzień 2010

Krok po kroku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku, idą święta, idą święta!

Jako, że weny brak a roboty w cholerę, dzisiaj tylko krótki raport.
1. Potwory Niejulowe wyeksmitowane! Właściwie uczciwiej byłoby napisać, że się wyprowadziły, bo jak już wcześniej pisałam, na ich eksmisję wpływ miałam niewielki.
2. Potwory Julowe mają się całkeim nieźle, podejrzewam wręcz, że ich samopoczucie jest tak dobre, że piszą list do Świętego Mikołaja: (kochanty Święty, niech zniknie nocnik, niech się w łóżeczku wyjmą szczebelki (a figa!), niech się zupą fajnie pluje. . .)
3. Dzisiaj przeczytałam (fenks Maja. . .), że półtoraroczny dzieć powinien władać 50 słowami... Nasz zasób jest zdecydowanie mniej przeciętny i wynosi jakąś połowę tego (i to pod warunkiem zaliczenia wszystkich poniższych do "słów", co do czego mam poważne wątpliwości. . .)
   no to tak:
 1. mama - mama i wszystko co mamy, np buty, . . .hmmm, liczyć jako jeden, nie?
 2. tata - tata i wszystko co taty i. . . Juli, ktoś mi wytłumaczy tą niesprawiedliwość???
 3. tata ze zdecydowanie innym akcentem - Tasza i każdy inny pies. PS. skąd dziecko wie, że jamnik to pies?
 4. baba z dziadziem i ciocią (trzy sztuki, żeby nie było watpliwości!)
 5. mniam, siii, aaaaa - czyli zestaw potrzeb podstawowych, sztuk trzy
 6. cieś - cześć - w mojej ulubionej wersji wypowiadane z entuzjazmem o 5 rano podczas natarcia na łóżko rodziców
 7. ziziś? - widzisz? - sprawa chyba oczywista
 8. oć, oćcie - chodź, chodźcie (nie ma głupich, liczę jako dwa)
 9. papa - ma kilka znaczeń, wypowiadane na pożegnanie, w odpowiedzi na pytanie gdzie jest ktoś, kto wyszedł oraz synonim spaceru (będę uczciwa, liczę jako jeden)
 10. aj - daj - wypowiadane częściej nie z prośbą o coś, ale wtedy kiedy się komuś coś daje, takie mam dobre dziecko ;)
 11. lala - po prostu lala
 12. pupa - kupa
 13. ne na - nie ma (ostatnio w wersji coraz bardziej zbliżonej do oryginału)
 14. haś - gorące - i proszę mi nie mówić, że haś to nie słowo!
 15. buła - po prostu buła -  zykle wypowiadane z oooogromną miłością
 16. zieci - dzieci - zauważane wszędzie i z każdej odległości
 17. dzidzia - potwór mniejszy niż nasz
 18. aja - baja

 19. ach ach - czapka, szczotka i czesanie, czyli niemal wszystko co na głowie
 20. bam - wszystko co spadło, co sie przewróciło i czym się celowo rąbnęło o ziemię
 21. opa - poproszę na rączki
 22. ti ti ti - wiem, tak nie wolno (niestety kończy się zwykle na wiedzy)
 23. pciepciepcie - moje ulubione - papucie :)
 24. jaaaacie, ajajaj - dwa sposoby wyrażenia zachwytu
 25. ała - ała po prostu
 26. nie (powinno figurować absolutnie na pozycji pierwszej)
 

wyszło mi 32, dla poprawy statystyk chce się dodać wał (hał) i muuuu (w oryginale brzmi inaczej, brak mi literek i wyobraźni. . .) i dobilibyśmy do 34, czyli nieco ponad połowy przeciętności. . .
Mam nadzieję, że zapomniałam chćby o kilku ;) dzięki Maju ;)


PS. Jakbyśmy się mieli nie widzieć to Wesołych Świąt!!!!

O tym, że Potwory wykupiły abonament... - listopad 2010

 Potwory... temat numer jeden ostatnich dwóch miesięcy. . .

Potwory dzielą się na dwie grupy, obydwie niestety mają u nas kartę stałego klienta. . .

Grupa pierwsza to Potwory NieJulowe. Potwory NieJulowe to takie, których nie życzy sobie ani mama, ani Jula i które nie wiadomo skąd są i po co są. Co gorsza, w związku z nikłą wiedzą na ich temat, nie ma sprawdzonych sposobów na ich eksmisję :/
Potwory NieJulowe nie pozwalają w nocy spać. Na szczęście (aż boję się zapeszyć) Potworom owym kończą się chyba urlopy, bo powolutku wyjeżdżają. . .

Grupa druga to Potwory Julowe, takie stworki potworzaste, które pierworodna moja skrzętnie hoduje, dokarmia i podlewa. . . Słowem dba o nie dziewucha jak o misia ukochanego!
Te z kolei Potwory - w porozumieniu z żywicielką rzecz jasna - wymyślają coraz to ciekawsze historie i scenki, które to mamę i tatę w osłupienie wprawiają. . . 

Potwory Julowe w dobitny dość sposób rozwijają w córeczce naszej (grzecznej niegdyś) bardzo ważne i jakże pozytywne cechy: samodzielność (szczególnie upierdliwa jeśli chodzi o zjedzenie rosołu), poczucie odrębności (wybitnie uciążliwe w markecie, kiedy okazuje się że jeżeli mama idzie w lewo to wcale nie znaczy, że Jula nie może iść w prawo) oraz asertywność ( - Jula, zrobisz siusiu do nocniczka? - nie! Ale Jula, proszę, usiądź, zrób siusiu... - NIE, NIE, NIE! )
Na szczęście, z tymi Potworami mama radzi sobie dość dobrze, w innym razie zgłoszenie do Super Niani wysłać by można już teraz ;)

PS. Mama oczywiście trochę przesadza, słonko nasze jest uśmiechnięte, przekochane, całkiem dobrze ułożone i w ogóle najwspanialsze na świecie. A że czasem Potwora podkarmi. . . ;)


Elements: happyvalentinesday - Small Wingles Shop
 Photo by wujek Artur

O tym, że zamieszkały z nami Potwory - wrzesień 2009

Od tygodnia mieszkają u nas Potwory. . .
Potwór numer jeden ma na imię Sraka - Sraka straszy głównie nocami, czasami naprawdę przegina. . . Sraka jest jedną z postaci pierwszoplanowych naszego horroru...
Potwór numer dwa nazywa się Gorączka - na szczęście jej rola pierwszoplanowa została zdetronizowana i pozostaje jej się cieszyć z niewielkich epizodów. . .
Potwór trzeci ma na imię Kaszel. Kaszel ma też nazwisko - Paskudny. . . Ta cholera, wyjątkowo upierdliwa i męcząca, ma z nami mieszkać nawet 2 tygodnie. . .
Potwór trzeci ma kolegę - Potwora czwartego. Czwórka zwie się Katarem i pewnie będzie nas straszyć tak długo, jak długo przyjaciel Kaszel się nie wyprowadzi. . .
Potwór piąty to czworaczki, dwie trójki i dwie piątki. Nazwisko rodowe - Zębiska. Zębiska są potworami wyjątkowo potworzastymi. . . Najgorsze jest to, że postanowiły zrobić z naszego horroru horror telenowelowy. Są jak "Moda na Sukces", końca nie widać. . .

Jest jeszcze Potwór szósty... Potwór szósty - wyjątkowo zmierzły, męczący i roszczeniowy. Potwór szósty ma na imię Jula i jest wybitnie cwany. Podczepiając się pod pozostałą piątkę postanowił wychować sobie rodziców! Efekty tego wychowywania są opłakane . .. Mama i tata mają nadzieję, że potwory 1-5 wyprowadzą sie do końca tygodnia i nastanie czas na ostateczne starcie. Trzeba będzie bowiem wyprowadzić "szóstkę" z naszej kochanej, grzecznej dziewczynki. . .

Elements: happyvalentinesday - Small Wingles Shop
Photo by wujek Artur

O tym, co jest naprawdę ważne...

O tym, jak wstałaś i poszłaś - 4 września 2010

Wczoraj siedziałaś sobie w pokoju zajęta zabawą, gdy tato wziął się za odkurzanie.
Zwykle lubisz tacie asystować w tym jakże interesującym zadaniu, tak też było wczoraj...
Jako że byłaś mocno zajęta, nie zauważyłaś, że Tata z Panem Odkurzaczem wyjechali z pokoju... Zorientowawszy się co jest grane postanowiłaś czym prędzej do nich dołączyć!
No i stało się:)) Wstałaś i POSZŁAŚ za nimi do kuchni! Tak po prostu. . . jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie:)

I chodzisz nam tak Chodziku nasz mały, po pokoju, po przedpokoju, po kuchni. . . a mamie to chce się płakać ze wzruszenia, to ma zawału dostać. . . bo zorientowałaś się kochanie, że szybciej równa się łatwiej (dla niewtajemniczonych, początki chodzenia to taki berek głowy z nogami, im bardziej traci się pion tym szybciej trzeba iść żeby nogi dogoniły głowę). No masakra totalna! Szczupak szczupaka goni ;)

PS. Mama widziała na "necie" kaski do nauki chodzenia, resztki zdrowego rozsądku pozwoliły mamie nie kliknąć "kup teraz" ;)

O tym, jak mi się dziecko zepsuło - 28.08.10.

Moje dziecko, wyjątkowo "łatwe" w obsłudze załatwia(ło) sie do nocnika od 10. miesiąca życia. Oczywiście na początku sporadycznie, potem jednak coraz częściej, w końcu koło roczku doczekałam się magicznego komunikatu "siiiii"! Wysadziłam. . . jest!!!! No cudowności :)))
Nie dotarliśmy co prawda do etapu ekonomicznego (czytaj - bezpieluchowego) bo co któreśtam siiii lądowało w pampku. No i kupa. . . kupa zasadniczo należy się do pampersiaka ;)
No ale do rzeczy. Z dnia na dzień, bez żadnego ostrzeżenia, pisma jakiegoś, wniosku, czy czegoś tam podobnego, skończyło się "babci sranie" (a właściwie Juli sikanie) Od początku wakacji posadzenie Cię kochanie na nocnik kończy się desantem po trzech sekundach. . . część z tych, jak najbardziej taktycznych operacji kończy się np sikiem przy stole. . . Nie żebyś siii nie wołała, nie nie! Ty dalej wołasz! Tyle że po fakcie (no może w trakcie faktu;) Wszyscy mówią że to minie. . . czekam i czekam, jak na razie nie mija:/

A tak się mama wszystkim chwaliła, jakie to ma zdolne dziecko. . .

A może to wina wakacji? Przecież wszystkie dzieci psują się trochę na wakacjach ;)

O wakacjach raz jeszcze - sierpień 2010

Było pięknie! Chorwackie Rovinj przerosło nasze oczekiwania! Piękne miasteczko, rajskie plaże, ech. . .
Ale do rzeczy.

Wakacje z dzieckiem mogą być:
a) wielką nudą. . . (koniecznie należy zachować stały rytm dnia, dwie drzemki, wieczorne wyciszanie itd itp... Wariant zapewne polecany przez moją ulubioną TH, niestety posiada wadę, na wyjście z domu pozostaje niewiele czasu. . . a czasu jest tak niewiele, że strasznie go szkoda!)
b) wielką harówą! (o wersji b. - którą jak sie domyślasz wybraliśmy - poniżej)

Po pierwsze - trzeba Cię było przestawić z dwóch drzemek na jedną, najlepiej terenową. Inaczej, jak juz wspominałam - trzebaby spędzić 3/4 dnia w domu. . . bo jak nie drzemka to obiad, jak nie obiad to druga drzemka, jak nie druga drzemka to kupa, kolacja i cała masa innych powodów dla których trzeba pędzić do domu. . . Udało się, jedna drzemka, w dodatku plażowa, okazała się idealna!  Cuuuudowna drzemka. . . 7x1. . . siedem dni po około godzinie świętego spokoju;) Człek nie wie co robić! Napić się spokoj nie kawy? Iść popływać? Leżeć i po prostu nic nie robić? I niemal zanim na coś się zdecyduje, cudowna godzina mija. . . I zaczyna się od nowa. . . Nana! (daj), eeee (zwykle chodź), tata (z wielu powodów) tata (z troszkę innym akcentem znaczy Tasza i wiąże się z molestowaniem naszego zwierzęcia), mniam (tutaj tłumaczenie zbędne;)
Jest tyle rzeczy do zrobienia, zobaczenia, dotknięcia, poznania!!! Czułaś się Julciu na tych wakacjach jak ryba w wodzie! Zresztą w wodzie też czułaś się jak ryba:)

Po plaży obiadek (albo zjem sama, albo wcale nie zjem! W związku z tym po obiadku obowiązkowa kąpiel, przepierka i sprzątanie) i wyjście na długi popołudniowy spacer. I tak zawijaliśmy do domku koło 20, szybka traumatyczna kąpiel (prysznic jest straszny! Rada dla wszystkich czytających mam - nawet do malucha trzeba wcisnąć wanienkę!), kolacyjka i spanko. Po pełnym wrażeń dniu 11 godzin słodkiego snu:) 11 słodkich godzin! Najsłodszych chyba dla rodziców;)

Mama pamięta, że kiedyś na wakacjach nad morzem uwielbiała położyć się przy brzegu i po prostu odpłynąć. . . Taki cudowny stan zawieszenia pomiędzy jawą i snem. . . A w tle uspakajający szum fal. . . Że niby mozna spróbować podczas Twojej plażowej drzemki?  Nie da rady - po głowie ciągle krąży jedna myśl. . .  ile jeszcze pośpi? kwadrans? 20 min? I nie da się tej cholery przegonić! ;)

Dziadkowie bardzo chcą zabrać Cię na wakacje w przyszłym roku. . . Mamusia z tatusiem są pełni obaw, że to pierwsza i ostatnia taka propozycja. Należy wogóle mieć nadzieję, że tego wszystkiego nie przeczytają. . . Albo że przeczytają i nie uwierzą. . . W każdym razie, że nie zmienią zdania;)

I na koniec kilka słów o chodzeniu. Żeby się stałym czytelnikom nie wydawało że już posiadłaś tą kosmiczną umiejętność. Jak były trzy kroki, tak nadal są trzy. Pierwsze dwa z rozpędu i trzeci tzw. "na pysk" (czyt. łap mnie, bo lecę!) Ale kto by się tam uczył na wakacjach;)

PS. To były nasze najpiękniejsze wakacje! Nic, że harówa! Ważne, że z Tobą nasze Słoneczko!

O tym, że trzynastego wszystko zdarzyć się może - 13 sierpnia 2010

13 sierpnia to dla nas szczęśliwy dzień... Dwa lata temu na teście ciążowym mamusi pojawiła się druga, słaba kreseczka. . . Kilka godzin później radosną nowinę potwierdził wynik badania krwi  -  zamieszkałaś pod maminym serduchem!!! Była ogromna radość, łzy szczęścia i wzruszenia. . . :)
Dzisiaj, dokładnie dwa lata później, trzynastego w piątek ;) zrobiłaś trzy pierwsze kroczki!!! I mama znowu popłakała się ze szczęścia. . . :) Julciu - jesteśmy z Ciebie tacy dumni!

PS. Pakujemy się, wieczorem wyruszamy na wakacje! Cała rodzinka - Jula, mama, tata i Tasza:) Relacja niebawem;)

I na koniec kilka pięknych ujęć wujka Artura:)

O wakacjach w Zakopanem - lipiec 2010

No i pierwsza część wakacji za nami...
Zakopane cudne, góry przepiękne, towarzystwo doborowe! Tylko wypocząć jakoś trudno;)
No bo tak się jakoś składa, że zgrać dwa boby to niełatwa sprawa... ;)
Jak Igorek ładnie śpi, to Jula marudzi... Jak Jula w humorze to Iguś strzela focha... No zmowa jak nic!!!
Ale co tam wypoczynek! Ważna reszta!!! Akumulatory naładowane, bilans zdecydowanie dodatni:)
Bo było fajowo, bo było wesoło, bo widoki były cudne, bo Iguś nauczył się raczkować, bo Juli wyszła kolejna czwórka, bo Iguś nauczył się siadać, bo Jula nauczyła się chodzić za rączki!!!
Uff... a to wszystko w zaledwie tydzień! Dziwi jeszcze kogoś, że wypocząć było trudno???
Pozdrowienia z Zakopanego! Heeej! :)))

O jakże ważnych trzech dniach - maj, czerwiec 2009

  26 maja - Dzień Mamy

Dzień Mamy - w tym roku jeszcze bez laurki, za to z całym mnóstwem innych cudowności:)
Radości, bo w końcu stajesz na własnych nóżkach! Wzruszeń - kiedy spinasz się, żeby przytulić swoją buzię do mojej...  Dumy, bo ogłaszasz światu, z chcesz siiiiii:)
No i miłości - wszechobecnej, nieustającej, nieskończonej...

A, miłość ma zapach... ten Twój umorusany hipopotam, bez którego nie zasypiasz...  zapach mleka, zapach śpiącego dziecka, zapach miłości...
(jak mówi ciocia Agata - powinni to butelkować ;)


1 czerwca - Dzień Dziecka

Dzień Dziecka został uczczony należycie;
Po pierwsze - pierwszy guz! Pierwszy i od razu mega spektakularny...
Fioletowa i do tego koszmarnie spuchnięta powieka:/ Na szczęście opuchlizna schodzi a kolory nabierają odcieni coraz zieleńszych, dając nadzieję na czające się niedaleko żółcie;)
Poznawanie świata bywa niestety trudnym i niebezpiecznym zadaniem:/

Po drugie - kupa w nocniku z samego rana:) Wyczyn wielki, bo o ile siuśki w nocniku to już stali bywalcy, o tyle kupachy ładują się zwykle z ogromną radością w pampersiaki;)
Po trzecie - kupa prezentów:) W końcu to Dzień Dziecka:)
A w ramach zasmażki - morze miłości! Nie tylko 1. czerwca,  w abonamencie, dożywotnio:)
Bez możliwości zmiany operatora;)
Kochamy Cię córciu najmocniej na świecie!!!

23 czerwca - Dzień Taty

Obserwując Cię córciu, można z całą pewnością stwierdzić, że Tata jest najfajniejszy na świecie:)
Kiedy wraca z pracy i przekręca klucz w zamku, krzyczysz na cały dom - Taaaaata:)))) I drepczesz na tych swoich ukochanych czworakach (no bo kto by tam chodził... pfu;) prosto do przedpokoju!
No i Tata ma przechlapane, rąk nawet umyć nie może! No bo przecież najpierw musi Cię wziąźć na rączki i wycałować, potem wysłuchać wydarzeń całego dnia, potem zaserwować jakiś samolocik, potem... i tutaj można by wymienić cały szerg różnych "potemów";) Czasochłonnych, absorbujących i absolutnie fantastycznych:)
No i jak tu mieć wątpliwości, Tata jest najfaniejszy na świecie:))) Wszystkiego dobrego Tatusiu!!!

O tym, że jeden mały miś kończy dzisiaj rok:) 31.04.10.

Kochana córeńko, godzinę temu skończyłaś roczek! Najwspanialsze, najcieplejsze, najpiękniejsze 365 dni... Wyśnionych, wyczekanych, wymarzonych...

Marzenie o dziecku różni się od innych. Inne po spełnieniu tracą w naszych oczach, powszednieją... To jedno - właśnie wtedy kiedy się ziści - okazuje się doskonalsze niż mogliśmy sobie to wyobrazić... i rośnie z każdym dniem! W naszych oczach i sercach...

Kochamy Cię córciu najbardziej na świecie, rośnij nam zdrowo słonko!

Wiosna :) 21.04.10.

Trochę radosnej wiosny :)

O tym, jak zębole mogą dać w kość :/ 17.03.10.

Idą zębole. . . Pierwsze dwa wyszły niemal niezauważalnie już kilka ładnych miesięcy temu... I nastała cisza... Jek nietrudno się domyślić - była to cisza przed burzą. . . :(
Najpierw do dwóch ślicznych, dolnych jedyneczek postanowiła dołączyć dwójka, również dolna. Nietypowo, ale w sumie - czemu nie;) I trzeba jej przyznać kochanie, że obeszła się z Tobą całkiem delikatnie. Ale to jeszcze nie koniec. . .
Prawdziwa burza rozpętała sie kilka dni temu. Męczysz się słonko okropnie:( Nieprzespane, przepłakane noce, do tego straszny katar przy którym tak trudno oddychać. Mamie i tacie pękają serducha. . .
Wyłazić zębole!!! Wyłazić i dać spokój naszej Juli kochanej!!!

Nasza rodzinka to obecnie: niewyspani, zasmuceni i bezradni mama i tata, ząbkujące zombie i mający to wszystko głęboko w czekoladowym zadzie brązowy leń! Tasza bowiem, po małym "research" doszła do wniosku, że właściwie nic ciekawego sie nie dzieje. Przyglądanie sie pani chodzącej z krzyczącym ludzikiem na rękach może być interesujące - ale litości - nie przez dwie godziny! Tym samym postanowiła zbojkotować nasze nowe nocne rozrywki i w ich czasie bezczelnie chrapie!!! ;)

No ale najważniejsze - postępy są! Do dosyć świeżej, lewej dwójeczki dołączyła lewa górna jedyneczka:) Masz zatem trzy zębole na dole i jednego na górze, trzy po lewej i jednego po prawej stronie ;)
Miłośnicy symetrii - drżyjcie;))

O tym jak wiele się dzieje i o tym, czy mama potrafi być obiektywna;) 10.02.10

Kochana Juleczko! Tyle się dzieje, że aż nie wiem o czym pisać;)
Zaskakujesz nas codziennie! To uroczym "tany tany", to cudnym "kosi kosi łapki",  to pierwszymi raczkującymi "kroczkami", to pierwszym siusiu do nocnika. . . Ile radości sprawia wypowiedziane przy obiadku "mniam mniam"! Ile miłości uwalnia wyszeptane "tata". . .

Jest w Tobie tyle radości, tyle ciekawości świata! Twój uśmiech o 6 rano sprawia, że to moja ulubiona pora dnia:) Blady świt - moja ulubiona pora dnia!!! (Kto zna Twoją mamę choć troszkę, pewnie nie uwierzy;) pozwolę sobie zatem dla uwiarygodnienia dodać, że po ulubionej porze dnia miło wrócić do łóżka i kontynuować noc;)

I wiesz, tak patrzę na Ciebie i się zastanawiam - na ile jestem obiektywna. . . I powiem po namyśle - obiektywnie -  jesteś najwspanialsza na świecie:)))
(i w tym miejscu obowiązkowe pozdrowienia dla tatusiów - Igusiowego i Olinkowego ;)


O tym, jak grudzień skłania do refleksji... 29.12.09

Grudzień...
Święta, koniec roku... czas magiczny i sprzyjający rozmyślaniom o życiu...
Boże Narodzenie pełne ciepła, bliskich wokoło, prezentów pod choinką... pachnące piernikiem, karpiem, kapustą i naszą sliczną zieloną jodłą.
Święta wyjątkowe... Twoje pierwsze, nasze najpiękniejsze...
Masz już kochana prawie 8 miesięcy. Z jednej strony trudno uwierzyć że aż tyle, z drugiej - mam wrażenie jakbyś była z nami zawsze. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez Ciebie, czas "kiedy Cię nie było" stał się odległy o lata świetlne...
Rośniesz jak na drożdżach! Ciuszki, o których tak niedawno myślałam że są na Ciebie dwa razy za duże - odkładam dzisiaj na stosik "za małe"...
Codziennie uczysz się czegoś nowego, na Mikołaja postanowiłaś zrobić rodzicom i sobie prezent i nauczyłaś się pięknie sama siedzieć:) Ile było radości!

Ten rok był dla nas bardzo dobry, nie trzeba nam niczego więcej. Mamy Ciebie, mamy siebie... Mamy wszystko.

Na Święta i Nowy Rok życzymy Ci nasza kochana Juleńko żebyśmy wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi. No i może jeszcze życzymy Ci braciszka;)

trzynastego w piątek... - 16.11.09


Ten dzień musiał w końcu nastąpić... Czas wracać do pracy...:(
Mamusia od kilku dni bardzo przejęta i smutna...  Żal jej każdej minutki, której nie będzie mogła z Tobą spędzić...
Jednak najbardziej przejęty wielkimi zmianami jest twój tatuś... Tak martwił się jak dasz sobie radę bez mamy!
Ale na szczęście okazało się, że nie taki diabeł straszny;)
W pracy mama miała tyle do zrobienia, że nie było czasu na smutki! A Ty kochana? Byłaś dzielnym, uśmiechniętym miśkiem! Uff... Pierwsze koty za płoty...

Kochane Babcie - DZIĘKUJEMY!!!!!

I obiecane, najświeższe fotki Julki:)

O najpiękniejszej połowie roku - 30.10.09

Już pół roku, najpiękniejsze pół roku mojego życia. . . pełne miłości, wzruszeń i rozmaitych pierwszych razów:)
Podsumowanie zawierające tylko to, co najważniejsze:

                                                       Ja
  • poczułam, jak bezkresna jest miłość matki do dziecka
  • dowiedziałam się, że można wariować z niepokoju bo katar, bo temperatura 38,5 (co z tego że po szczepieniu;), bo miękka qpa, bo płaczesz a zwykle nie płaczesz itd itp 
  • wzruszyłam się z tysiąc razy (bez Ciebie nie wystarczyłoby mi na to całego życia)
  • pokochałam twojego tatę jeszcze bardziej. . . a myślałam, że to niemożliwe;) Ale jak tu nie kochać bardziej i bardziej, jak patrzy się na Was dwoje, na spojrzenia pełne miłości, pełne wzruszeń...
  • stałam sie najszczęśliwszą mamą na świecie
                                                       Ty
  • przyszłaś na ten dziwny, ale piękny świat
  • dowiedziałaś się, że różnie na nim bywa... czasem fajnie, czasem nie bardzo, czasem zimno, czasem cieplusio, czasem "głodno", czasem "najedzono", czasem troszkę nudno, częściej wesoło:)
  • nauczyłaś sie zasypiać w swoim łóżeczku
  • uśmiechnęłaś sie do nas po raz pierwszy i tak Ci sie spodobało, że postanowiłaś sie uśmiechać co dzień, cały dzień:)
  • rozkochałaś w sobie wszystkich, którzy mieli okazję Cię poznać
  • sprawdziłaś, które mleko jest lepsze - cycusiowe czy butelkowe
  • rozsmakowałaś się w marchewkowej:)
  • byłaś na cudnych wiejskich wakacjach
  • polubiłaś tańczącego osiołka, którego "wymuldałaś" i który bezczelnie sie zaśmierdział;)
  • na szczęście po osiołku zauroczyły Cie inne stworzonka, żaba grzechotka, dżdżownica, pan hipopotam i inne stworki-potworki
  • zauważyłaś, że mieszka z nami pies, i to jaki fajny pies!
  • zostałaś ochrzczona
  • nauczyłaś sie głośno śmiać:)
  • nauczyłaś sie mówić tata kilkadziesiąt razy, brzmi to tak: tatatatatatatatatatatatataaaaaaaaaaaaaa:))
  • wyrosłaś kolejno z ubranek w rozmiarze 56, 62 i częściowo 68...
  • nauczyłaś sie robić przewrotki z brzusia na plecka i odwrotnie, szło opornie ale w końcu sie udało!
  • wyhodowałaś dzielnie 2 zęby:) (pierwszy znaleziony 27 października, drugi 1 listopada)
  • dałaś mamie i tacie szczęście, którego nie jestem w stanie wyrazić słowami. . .
  • To co tutaj napisałam to zaledwie cząstka tego, co chciałabym napisać. Narazie tyle, ale pozwolę sobie jeszcze wielokrotnie edytować ten "jubileuszowy" wpis:) A, i obiecuję nowe zdjęcia!

Półroczna Juleńka