Moje dziecko, wyjątkowo "łatwe" w obsłudze załatwia(ło) sie do nocnika od 10. miesiąca życia. Oczywiście na początku sporadycznie, potem jednak coraz częściej, w końcu koło roczku doczekałam się magicznego komunikatu "siiiii"! Wysadziłam. . . jest!!!! No cudowności :)))
Nie dotarliśmy co prawda do etapu ekonomicznego (czytaj - bezpieluchowego) bo co któreśtam siiii lądowało w pampku. No i kupa. . . kupa zasadniczo należy się do pampersiaka ;)
No ale do rzeczy. Z dnia na dzień, bez żadnego ostrzeżenia, pisma jakiegoś, wniosku, czy czegoś tam podobnego, skończyło się "babci sranie" (a właściwie Juli sikanie) Od początku wakacji posadzenie Cię kochanie na nocnik kończy się desantem po trzech sekundach. . . część z tych, jak najbardziej taktycznych operacji kończy się np sikiem przy stole. . . Nie żebyś siii nie wołała, nie nie! Ty dalej wołasz! Tyle że po fakcie (no może w trakcie faktu;) Wszyscy mówią że to minie. . . czekam i czekam, jak na razie nie mija:/
A tak się mama wszystkim chwaliła, jakie to ma zdolne dziecko. . .
A może to wina wakacji? Przecież wszystkie dzieci psują się trochę na wakacjach ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz