sobota, 10 marca 2012

O tym, że Potwór o tolerancji nie słyszał... - październik 2011

 Hipik, jeden z najważniejszych członków naszej rodziny (do niedzieli odrobinę ważniejszy od mamy i taty) postanowił w niedzielę pobawić się z Fredem, kudłatym springerem babci, z rozpoznanym ADHD. Efekty owej zabawy okazały się opłakane. . . Hipiki przeszedł dwie operacje, pierwszą - ratującą życię i drugą - plastyczną.
Po zabiegach chirurgicznych i porządnej kąpieli wyglądał jednak (w oczach matki i mając na uwadze to jak wyglądał godzinę wcześniej) całkiem nieźle. . .
No i wszystko było pięknie - hipik w stanie stabilnym, matka dumna i blada - do czasu, kiedy Jula na widok hipika wydała z siebie rozpaczliwy krzyk - "hiiipik ma ałaaaaa!!! Nie cie hipiiiika!!!"


Na nic tłumaczenia, że hipika nie boli, że przecież Jula też miała strupki na kolankach, wszystko na nic. . .

Co było dalej? Potwór polamentował, strzepnął łzy i oznajmił, że idzie spać z lalą. Tak po prostu.

I co z tego, że z dnia na dzień problem umorusanego, niezastąpionego hipika bez którego nie było mowy o spaniu sam sie rozwiązał. Co z tego, że Potwór zasnął bez żadnego problemu z lalą, i to bez kciuka w buzi (bo hipik z kciukiem byli niewidzialnie połączeni). Co z tego, że to co wydawało się, że będzie traumą, spłynęło po naszej pierworodnej totalnie.

Co z tego, skoro rośnie mi tu pod nosem osobnik nieczuły i nietolerancyjny. . .
Zero toleracji, zero empatii, zero. . . A biedny, samotny hipik popłakuje cicho na parapecie. . .


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz