No to się zaczęło. . .
Po ponad trzyletniej domowej labie, podrasowanej babciną miłością, Potwór nasz jedyny i najwspanialszy wpadł w wir edukacji :)
Pierwsze dni nie były łatwe... Trzy absolutnie melodramatyczne rozstania z tatą w przedszkolnej szatni pokroiły rodzicom serca. . .
Jakżą ulgę przyniósł dzień czwarty, kiedy to przez całkowity przypadek okazało się, że szatniowe melodramaty zasługują na Oskara. . . Krokodyle łzy wysychają bowiem w minutę po wejściu do sali, a przenikający krzyk ustępuje zwyczajowemu słowotokowi. . .
I serca rodziców zaczęły się zabliźniać ;)
Kolejne dni obfitowały w kolejne ciosy, okazało się bowiem, że przedszkolak - świeżak, zamiast rzucać się na szyję umordowanej, niemal sapiącej z pośpiechu matce, krzyczy z drugiego końca sali: "Mamo! Ale ja jesce nie idę, jesce się pobawię, co??"
Przedszkolak się zaadaptował. Czas na mamę... jeszcze kilka dni, i zamiast gnać z jęzorem na wierzchu do przedszkola, usiądzie na moment po pracy, napije się kawy, złapie oddech a potem podąży z uśmiechem po jeszcze bardziej uśmiechniętego świeżaka - przedszkolaka :))
No i postanowione :) Jula będzie miała bloga! Pełnego miłości, radości, uśmiechu... Pełnego pięknych wspomnień i pięknych zdjęć... Tak:) Jula będzie miała bloga!
czwartek, 27 września 2012
poniedziałek, 24 września 2012
o tym, co do szczęścia jest potrzebne... (wakacyjnych przemyśleń ciąg dalszy)
Przepis na szczęście:
Mama (najukochańsza, rzecz jasna)
Babcie (najfantastyczniejsze na świecie - mamy świadków!)
Przyjaciel (w przyszłości mąż - to postanowione)
Ciocia Agata (zwana również mamą Igorka)
Tata (komentarz wydaje się zbędny)
Wujek Marek (inaczej tata Igorka)
do tego:
piasek, woda, lody w wafelku, frytki na obiad, plac zabaw, dinozaur, melex i autobus miejski.
Pierwszy turnus, prawie babski, absolutnie doskonały -
konfiguracja mamowo-babciowa okazała się wystrzałowa!
Babcie bowiem są wyjątkowe. (kto ich nie zna, niech żałuje!)
Drugi turnus, koedukacyjny, przefantastyczny -
konfiguracja mamowo-tatowa? szczyt szczęścia absolutnego!
Więcej głowy Potworków mogłyby nie ogarnąć!
(mama i tata w komplecie są jak lody w lecie ;) )
Atrakcji było jak piachu na plaży, miłości jeszcze więcej:)
I co z tego, że nie upalnie? I co, że spadło trochę deszczu?
W sam raz było! Nawet lepiej niż w sam raz! Sami zobaczcie!
Kacze Stawy, lipiec/sierpień 2012, photos by mama
Subskrybuj:
Posty (Atom)




