sobota, 10 marca 2012

O tym, co słychać zimową porą - styczeń 2012

A wydawało mi się, że całkiem niedawno coś tutaj pisałam... Wstyd mnie ogarnął nieziemski...

Dzisiaj garść zimowych konkretów.

Zbliżały się święta... w ramach magicznych przedświątecznych przygotowań:
- Poszerzyłyśmy Twój estradowy repertuar o jedną kolędę, jedną zimową piosenkę i najkrótszy wierszyk świata - o bałwanku.
- Posprzątałyśmy chałupę (magia świąt, taaaa...). Dla ścisłości - matka sprzątała, Ty kochanie wywracałaś sprzątaną aktualnie część domu do góry nogami.
- Popiekłyśmy ciasteczka korzenne, pierniki i piernik.  Następnie co popieczone...
- Polukrowałyśmy - mama strasznie się z tym zawsze paćka, magia trwa pierwsze pięć pierników, przy 7. zupełnie się o niej zapomina, przy 70. klnie się w duchu i składa przysięgę, że to ostatni raz. Za to efekty urocze - od dzieł godnych Picassa (talent Twój - córko moja - docenią jedynie koneserzy...) do całkiem udanego hello kitty, przez całą masę aniołków, serduszek, misiów i tym podobnych świątecznych cudów.
- Przygotowałyśmy poczęstunek dla "Świętowego Mikołaja" - było ciepłe mleczko i pyszne pierniczki:) Mikołaj wsunął wszystko co zostawiłyśmy mu na parapecie, w zamian
zostawił cuuudny prezent - piżamkę z hello kitty! Piżamkę, której już podczas "pierwszego ubrania" wyznałaś miłość :)
- Upiekłyśmy zasługujące na oddzielny punkt domowe lubisie (to w ramach pracy nad byciem matką idealną;) ) Tata zjeździł pół województwa szukając odpowiednich form,
mama piekła, nadziewała, malowała pyszczki, brzuszki i co tam jeszcze misiek ma. Twoja wdzięczność ograniczyła się do szczerości - "Mama! niedoble!!!"
- Ustroiłyśmy choinkę - w tym roku tonie w suszonych pomarańczach, limonkach, cynamonie i piernikach. Wśród nich pięć bombek wglądających jak pół przysłowiowej d... zza krzaka - no cóż, dziecku się nie odmawia;) Na szczęście po dowieszeniu kolejnych kilkunastu całość zaprezentowała się nadspodziewanie dobrze :) Magia strojenia choinki byłaby większa, gdyby nie uczulenie mamy na choinkowe soki (ałaaaaa) oraz wiele, baaardzo wiele obrzydliwych białych robali, które zamieszkały w puszce z piernikami z zeszłorocznej choinki (jak mogłam wpaść na pomysł, żeby je schować?!?!).
- Okiełznałyśy karpie - sztuk 4. Kpiły sobie ze mnie i szalały nieziemsko pomimo faktu, że teoretycznie były nieżywe. Tego dnia na obiad była pizza (dziadek
przywiózł te żywe trupy, kiedy właśnie zaczynałam gotować...) Nie tknęłam potworów zanim nie stały się porządnie nieżywe... No dobra, prawie wcale ich nie tknęłam, okiełznał je tata...


Warto było! Było cudnie! Choinka, prezenty, spotkania z bliskimi, Twoja ogromna radość - prawdziwa, dziecięca magia świąt!




 



Święta skończyły się zaraz po tym, jak się zaczęły... Na szczęście po nich mieliśmy zaplanowane kolejne atrakcje - najpierw wypad do cioci Agaty, potem Sylwestrowe szaleństwo w górach.

Do cioci Agaty dotarłyśmy z opóźnieniem, natomiast Sylwestra udało nam się zaliczyć w terminie :) I to jak zaliczyć! :)
Towarzystwo było wyśmienite, śnieg spadł na zamówienie ("Mamo! źnaleźliśmy zime!!!!" Widziś???), a Ty kochanie zaliczyłaś pierwszy prawdziwy ślizg na nartach!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz