czwartek, 3 stycznia 2013

O magii końca roku...

No i grudzień za nami...

Uwielbiam grudzień! Pierwszy śnieg, magia zimy i zaczarowanych Świąt...
Nie męczą mnie przedświąteczne porządki, nie dobija gonitwa po sklepach, z przyjemnością szukam prezentów dla najbliższych i wypełniam dom zapachem choinki i pierników...
  
Uwielbiam czas, kiedy jesteśmy tylko dla siebie. Uwielbiam naszą tradycję celebrowania wigilijnych poranków oraz pozytywne szaleństwo wigilijnego wieczoru...

A w tle piękne kolędy i Twoja, niemożliwa do opisania radość...

Ech... zjadłabym kawałek karpia ;)




Operatorzy kamer; mama i tata
Przygrywa  Fleet Foxes - "White Winter Hymnal"

niedziela, 11 listopada 2012

O tym, że nie taki diabeł straszny...

Kilka tygodni temu miałam przyjemność uczestniczyć w mądrej pogawędce na temat tego, jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci.

W swojej nieuleczalnej naiwności wydawało mi się, że w naszym przypadku temat jest bardzo odległy, i że zdobyte informacje nieprędko pozwolą się skonfrontować z rzeczywistością.
O tym, w jak dużym byłam błędzie dowiedziałam się już kilka dni później. . .


- Mamooo, a Tasza umarnie?
- Tak kochanie - odpowiedziałam pełna obawy, jednak absolutnie przekonana, że dzieci kłamać nie wolno.
- Jurto?
- Nie Jula, nie jutro. Umrze jak będzie bardzo stara, teraz jeszcze nie.


Koniec. Zero histerii, zero pytań co dalej. Cisza.

Na epizod drugi czekałam zaledwie kilkanaście godzin. . .

- Mamoo, a jak Tasza umarnie, to kupimy sobie kotka?
- Słucham? - zapytałam z niedowierzaniem.
- No jak Tasza umarnie, no wies, jak juz bendzie stara, to kupimy kotka:) Dobra?? - Zapytała podekscytowana swoim fantastycznym pomysłem Jula.
- No nie kochanie, nie kupimy kotka, mama jest uczulona na kotki. . .
- Skooooda. . .


Kilka dni później okazało się, że nie tylko Tasza "umarnie" . . .

- Mamoo, córecka mi umarła, ta na niby, Majecka, wies?
- Jak to umarła?
- No umarła, ale nowom mam wies? Zuzinke! Faajna jest:) Mamo, ona potrafi sama wchodzić na schody!


Powinnam się obawiać kolejnej części?

Photos by ciocia Aneta

sobota, 10 listopada 2012

O tacie i o tym, że dzieciom nie zadaje się głupich pytań ...


- Mamoo, bo ja jestem pseckolakiem a ten chłopcyk jest mały, to pewnie chodzi do złobka, co?
- Pewnie tak... chyba, że tak jak ty kiedy byłaś maleńka, zostaje z babciami.
- Z babcią Hanią było faaajnie :) i z babcią Ewelinką tez było fajnie!
- Ale teraz w przedszkolu też jest super!
- Nooo! Fajnie jest :)
- A fajniej to było z babciami, czy teraz z dziećmi w przedszkolu?
- Z tatom jest najfajniej!
- No jasne:) Ale pytam, czy fajniej jest zostać w domu z babcią, czy iść do przedszkola?
- Bo tate to ja kocham najbaldziej!!! :)
- No wieeem :) Ale Jula, przedszkole czy babcie?
- Tate to ja kocham kocham kocham!!!!


 
 
 




Photos by wujek Artur & Mama

sobota, 13 października 2012

O przyjaźni...

Jest w życiu kilka rzeczy, których w żaden sposób
przecenić się nie da.
Tak, tak - każdy jest inny, każdy ma inne doświadczenia, priorytety, wartości. . .
Ale trzon jest nienaruszalny.
Rodzina i Przyjaciele.

Ci pierwsi są jak stała.
Stała, która jest źródłem miłości, tożsamości, bezpieczeństwa.

Ale dzisiaj o tych drugich.

Życie bez nich byłoby jak oddychanie na pół gwizdka,
jak czarno-biała tęcza, rosół bez makaronu. . .
Trudne, smutne, bez sensu.

Są naszym absolutnym dopełnieniem.
Ich radości potrafią cieszyć bardziej niż własne, ich problemy spędzać sen z naszych powiek.

Są najlepszymi słuchaczami, choć zwykle rozumieją nas bez słów.
Najsprawiedliwszym sędzią, który bez względu na werdykt natychmiast stanie w naszej obronie.

Wiedzą o nas więcej niż my sami i nie przeszkadza im to uznawać nas za doskonałych;)

To jak zakochanie. Permanentne.
Niech trwa:)








photos by proksaphotography.com

czwartek, 27 września 2012

O edukacji i adaptacji...

No to się zaczęło. . .
Po ponad trzyletniej domowej labie, podrasowanej babciną miłością, Potwór nasz jedyny i najwspanialszy wpadł w wir edukacji :)

Pierwsze dni nie były łatwe... Trzy absolutnie melodramatyczne rozstania z tatą w przedszkolnej szatni pokroiły rodzicom serca. . .

Jakżą ulgę przyniósł dzień czwarty, kiedy to przez całkowity przypadek okazało się, że szatniowe melodramaty zasługują na Oskara. . .  Krokodyle łzy wysychają bowiem w minutę po wejściu do sali, a przenikający krzyk ustępuje zwyczajowemu słowotokowi. . .

I serca rodziców zaczęły się zabliźniać ;)

Kolejne dni obfitowały w kolejne ciosy, okazało się bowiem, że przedszkolak - świeżak, zamiast rzucać się na szyję umordowanej, niemal sapiącej z pośpiechu matce, krzyczy z drugiego końca sali: "Mamo! Ale ja jesce nie idę, jesce się pobawię, co??"

Przedszkolak się zaadaptował. Czas na mamę... jeszcze kilka dni, i zamiast gnać z jęzorem na wierzchu do przedszkola, usiądzie na moment po pracy, napije się kawy, złapie oddech a potem podąży z uśmiechem po jeszcze bardziej uśmiechniętego świeżaka - przedszkolaka :))



poniedziałek, 24 września 2012

o tym, co do szczęścia jest potrzebne... (wakacyjnych przemyśleń ciąg dalszy)


Przepis na szczęście:

Mama (najukochańsza, rzecz jasna)
Babcie (najfantastyczniejsze na świecie - mamy świadków!)
Przyjaciel (w przyszłości mąż - to postanowione)
Ciocia Agata (zwana również mamą Igorka)
Tata (komentarz wydaje się zbędny)
Wujek Marek (inaczej tata Igorka)

do tego:

piasek, woda, lody w wafelku, frytki na obiad, plac zabaw, dinozaur, melex i autobus miejski.

Pierwszy turnus, prawie babski, absolutnie doskonały -
konfiguracja mamowo-babciowa okazała się wystrzałowa!
Babcie bowiem są wyjątkowe. (kto ich nie zna, niech żałuje!)


Drugi turnus, koedukacyjny, przefantastyczny -
konfiguracja mamowo-tatowa? szczyt szczęścia absolutnego!
Więcej głowy Potworków mogłyby nie ogarnąć!
(mama i tata w komplecie są jak lody w lecie ;) )


Atrakcji było jak piachu na plaży, miłości jeszcze więcej:)
I co z tego, że nie upalnie? I co, że spadło trochę deszczu?
W sam raz było! Nawet lepiej niż w sam raz! Sami zobaczcie!





 
 
Kacze Stawy, lipiec/sierpień 2012, photos by mama